Koncepcja zarządzania czasem, choć głęboko zakorzeniona w kulturze korporacyjnej, opiera się na błędnym założeniu, że każda godzina pracy ma taką samą wartość. W rzeczywistości czas jest zasobem skończonym i nieelastycznym – doba zawsze liczy dwadzieścia cztery godziny, niezależnie od tego, jak bardzo staramy się ją zoptymalizować. Próby wtłoczenia coraz większej liczby zadań w sztywne ramy zegara prowadzą zazwyczaj do spadku jakości wykonywanych obowiązków oraz systematycznego pogarszania się kondycji psychofizycznej pracownika. Prawdziwa efektywność nie wynika z wypełnienia kalendarza po brzegi, lecz z umiejętności alokacji własnych zasobów energetycznych tam, gdzie są one w danym momencie najbardziej potrzebne.
Energia, w przeciwieństwie do czasu, jest zasobem odnawialnym i podlegającym fluktuacjom w ciągu dnia. Każdy człowiek posiada indywidualny rytm biologiczny, który determinuje okresy najwyższej koncentracji oraz momenty naturalnego spadku sił witalnych. Ignorowanie tych cykli na rzecz mechanicznego odhaczania pozycji z listy zadań jest strategią krótkowzroczną. Kluczem do sukcesu w nowoczesnym środowisku zawodowym staje się zatem zrozumienie, kiedy nasz umysł jest zdolny do głębokiej pracy analitycznej, a kiedy lepiej poświęcić się rutynowym czynnościom administracyjnym, które nie wymagają pełnego zaangażowania intelektualnego.